Wpisy z September, 2007

Diabeł tkwi w szczegółach

Ostatnie dni upłynęły na dopracowywaniu różnych szczegółów.

Numero uno: hamulce. Przestały piszczeć, zaczęły śmierdzieć. Pan w warsztacie na ul. Garażowej 4 dziwił się niezmiernie dostarczonym mu eksponatem (”to ktoś tym jeszcze jeździ?”). W ciągu 5 godzin miałem naprawiony samochód i budżet szczuplejszy o 400 zł. Za to jak wspaniale teraz hamuje!

Numero duo: oprogramowanie. Bardziej dopracowane. Poprawiona grafika i funkcjonalność.

screen-invaders.png

I najważniejsze: mamy żyroskop! Przyszedł dziś ze stanów. Drobinka warta $109, plus koszta przesyłki zaledwie $3.80. Zamówiłem w zeszły czwartek, przyszła dzisiaj, czyli równo po 7 dniach. Niesamowite.

koperta.jpg

picture-3.png

Jutro być może wszystko złożę i odpalę po raz pierwszy :)

A… i zaprezentowałem projekt na Auli 9. Slajdy z prezentacji tutaj: ZukInvaders.pdf

Nagranie z kamery…

Kolejny “ostatni dzień pracy”

Po raz czwarty z rzędu rozpoczęliśmy dzień z myślą, że wieczorem będzie koniec.

11-dzialo1.jpg

Przechodnie przezabawnie oglądali się przechodząc obok “warsztatu”. Jeden pan zatrzymał się pytając czy robimy mobilny hot-spot. Po wyjaśnieniu, że tworzymy działo broniące ziemię przeąd obcymi zauważył, że ta antena na dachu podczas ewentualnego powstania na pewno by nas zdradziła przed niemcami. Pożyczył nam powodzenia i poszedł w swoja stronę :)

Dziś zainstalowaliśmy tarcze do czujników i kamerę. Podpięliśmy wszystko do komputera i zrobiliśmy pierwsze testy komponentów. Kamera działa bardzo dobrze, widok jest niesamowity :) Czujnik pionowy jeszcze nie działa (problem z pozycją tarczy), poziomy nawet funkcjonuje - problem jest w tym, że nie działa stabilnie i przy obrocie w jedną stronę lepiej chwyta niż przy obrocie w drugą.

 

13-testy.jpg14-dach.jpg

Po raz kolejny zakończyliśmy dzień z myślą, że następnym razem to już na pewno wszystko będzie działać. Została pionowa tarcza czujnika i półka do postawienia laptopa. Plus trochę kosmetyki.

cam-gun.jpg

Obawiając się, że tarcze nie są jednak najlepszym pomysłem, zamówiłem żyroskopowy czujnik wychylenia ze stanów. Koszt czujnika: 300 zł. Koszt przesyłki: 12zł. Nie ubezpieczona, nie śledzona - mam nadzieję, że się nie zgubi po drodze…

A na dachu damy właz!

Do tej pory dziura w dachu była chroniona przez chamską folię. Rozwiązanie dobre na raz, ale na dłuższą metę bardzo niepraktyczne.

Zaczęliśmy więc prace od zastanowienia się nad tym problemem. Oraz nad faktem, że samochód nie może jeździć po ulicach z działem na dachu (tzn. w teorii może, ale jak coś odpadnie w trakcie jazdy, to może być niefajnie).

Rozwiązanie - rura będzie demontowalna. Za każdym razem będziemy ją odkręcać i przykręcać i zrobimy odpowiednie wtyczki, żeby podpinać okablowanie.

Zaś na dachu damy właz. Tylko z czego? Pojechaliśmy do Obi i znaleźliśmy płytę plexi, zawiasy, oraz kątowniki i kit. Wyzwanie polega na tym, że nie wystarczy ochronić się przed deszczem kapiącym z góry - jak na dachu zrobi się kałuża, to też nic nie może się przelać do dołu.

10-wlaz-konstrukcja.jpg

Efekty pracy widać na zdjęciach. Parę kropel nadal przedostaje się do środka, ale nie jest to nic, czego kawałek szmaty leżącej na ziemi by nie rozwiązał :)

Show idzie dalej

Przy okazji zjazdu rodzinnego zamieniłem kilka słów z wójkiem, który mieszka w Starej Miłosnej - na krawędzi warszawy. Ma domek jednorodzinny, garaż i dużo miejsca. Tak, tak - w piątek po południu wyruszamy do miejsca w którym w końcu wytniemy tą przeklętą dziurę.Przeżycie sytuacji w której jedziesz starym wozem dostawczym z ograniczoną widocznością, z pobitym lusterkiem, w godzinach szczytu, przez najbardziej zatłoczone miasto w kraju… i gdy jesteś na jednopasmowym przejeździe, w chwili w której odkrywasz, że ilość paliwa w baku samochodu osiągnęła poziom krytyczny. Osobliwe.

8-dziura.jpg

150 zł zostawione na stacji Orlenu i 10 kilometrów, gorące powitania i ciepły posiłek później, zabieramy się za cięcie. Z dużą pomocą wójka w ciągu 3 godzin mamy dziurę i pierwszy test bojowy naszej konstrukcji (samej mechaniki). Udany!

Lekcje tego weekendu.

1. Dobrze jest mieć więcej szczęścia niż rozumu (zdążyliśmy do sklepu na ostatnią chwilę, plus wiele innych drobiazgów)

2. Nie da się zasilać szlifierki kątowej z UPSa

3. Warsztat przy niektórych (hałaśliwych) rodzajach prac jest bardzo przydatny.

Rozdzielamy się z Maćkiem… jutro będziemy kontynuować pracę.

Ostatnie 14 godzin?

Pracę zaczynamy o godzinie 10 rano. Maciek przyjeżdża do mnie ze swoją dziewczyną i intensywnie pracujemy. Ja siedzę przy elektronice - wymontowuję z mojego 2-letniego robota układ sterujący i dozbrajam go w świeżo zakupione czujniki. Nanoszę poprawki do oprogramowania i po 7 godzinach mam działający układ zliczający czarne kreski namalowane na kartce papieru.

W tym samym czasie Maciek pracuje nad mechaniką. Do centralnego słupa przy pomocy sworzni mocuje podwójne działko, oraz rączkę nim sterującą. Zajmuje mu to podobną ilość czasu co mi moje zadania.

4-wiertarka1.jpg

Szlifierka zasilana z UPS

2-szlifierka.jpg

5-wahad.jpg

O godzinie 19 mamy prawie wszystko: elektronikę, mechanikę, większość softu… wynosimy wszystko na dwór, do samochodu. Wydaje się, że zdążymy - pozostaje wywiercić dziurę w dachu, zamontować urządzenie, dopracować soft i odpalić.

O godzinie 19:05 stoję na dachu samochodu w pełnym kostiumie ochronnym. Ze szlifierką podłączoną do UPSa. Odpalam szlifierkę… działa. Zaczynam ciąć. W ułamku sekundy szlifierka się zatrzymuje. UPS nie wytrzymał obciążenia.

Maciek i Monika sądzą, że jesteśmy ugotowani. Bez szlifierki na UPS nie mamy zasilania. Źródła prądu nie są tak łatwo dostępne - szczególnie nie o godzinie 19.00 w niedzielę… po czym ja ujawniam plan B: Monika ma mieszkanie na parterze, tuż obok parkingu. W chwilę później jedziemy już do niej.

Godzina 19:30. Znowu na dachu samochodu. Tym razem mi się nie oprze… zaczynam ciąć. Iskry lecą na odległość ładnych kilku metrów. Przechodnie patrzą zaciekawieni, a ciche ursynowskie osiedle przeistacza się na parę chwil w głośne ursynowskie osiedle. Hałas jest tak duży, że po szybkim nacięciu otworu zwijamy sprzęt i przestawiamy samochód w spokojniejsze miejsce (choć bez elektryczności).

W tym momencie już wiemy, że nie zdążymy… Dach jest trójwarstwowy: blacha, izolacja, blacha. Pierwszą warstwę blachy przecięliśmy pomagając sobie nożycami, z wielkim trudem, w ciągu 1,5 godziny. Nawet, jeśli byśmy się postarali, czasu jest bardzo mało. A na domiar złego - cięcie drugiej warstwy blachy o tej godzinie w tym miejscu nie wchodzi w grę. Szczególnie, że 500 metrów dalej jest komisariat, a my łamiemy pewnie z 10 różnych przepisów…

Udajemy się do Moniki na herbatkę i ciasteczka.

Dzwonię do Michała informując o przegranym zakładzie.

Ile można zrobić w dwa dni?

W sobotę rano budzę się z uśmiechem na ustach :)

Do zrobienia jest: elektronika do pomiaru pozycji działa, mechanika, oraz połączenie wszystkiego z oprogramowaniem. Przy pracy pomoże mi kolega-mechanik, Maciek. Ma tylko wolną sobotę, bo w niedzielę planuje jechać na Air-Show w Radomiu.

Planujemy zacząć od rana. O godzinie 10 samochód nie odpala, co mnie nie dziwi - właściciel ostrzegał o tym, że potrzebny jest nowy akumulator. Pędzę do okolicznego L’eclerca i kupuję co trzeba… gdy dodźwigam ciężar do samochodu odkrywam, że muszę dokupić nowe klemy i nieźle się napocić, aby zdjąć poprzednie.

Akumulator i Pepsi proszę…

Czynność na którą planowałem 1 godzinę zajmuje trzy. O godzinie 13:15 wyjeżdżam z Imielina po Maćka (spotkamy się na Bankowym). O 14 zamykają sklep elektroniczny AVR na Bielanach. Czy zdążę w 45 minut przejechać tym samochodem całą Warszawę? Okazuje się, że tak - docieramy na 4 minuty przed zamknięciem sklepu. Chwila później i nie mógłbym kupić CNY70 i utracić szanse na wygranie zakładu…

Potem wizyta w Leroy-Merlin. Godzina zakupów (jak kobiety w sklepie z ubraniami normalnie… ekstaza). Przy kasie, gdy przychodzi zapłacić 350 zł rachunku, odkrywam, że karta kredytowa została w domu…

Czas podróży z Arkadii na Imielin i spowrotem: 2 godziny. Rano zakładałem, że z zakupów wrócimy ok. 14-stej. Okazało się, że wróciliśmy o 19-stej. Oczywiście godzina jeszcze wczesna i do czasu ciszy nocnej pracowaliśmy nad projektem, zamieniając moje małe mieszkanko w warsztat.

1-zakupy2.jpg

Gdzieś w międzyczasie dowiadujemy się o roztrzaskanych samolotach na Air-Show. Smutna sprawa, ale daje to drugi dzień pracy z Maćkiem (który w sprawach mechanicznych jest niezastąpiony). Przed snem dopracowuję software.